Jakiś czas temu, z okazji jubileuszu mojego liceum, miałem okazję jako absolwent opowiedzieć cokolwiek wpółczesnym licealistom. Wykorzystałem to jako okazję do zrobienia czegoś w stylu Back To The Future: gdybym był nastolatkiem i przyszła wersja mnie samego mogła cofnąć się do mnie w czasie i dać mi parę wskazówek, co by to było? Poniżej (niekompletna) lista rzeczy, za które byłbym wdzięczny gdyby ktoś mi powiedział. Po pierwsze, byłoby super gdyby ktoś powiedział mi z wyprzedzeniem o wszystkich wypadkach i tragediach, którym mógłbym zapobiec. OK, szczerze mówiąc dodałem ten punkt do listy dopiero jako nasty i zawstydziłem się, że tak dużo rzeczy zdążyłem wymienić, zanim o tym pomyślałem. W szczególności to pewnie oznacza, że za późno dowiedziałem się o Negative Average Preference Utilitarianism i nie zdążyłem jeszcze tego zinternalizować (albo oglądałem za mało "Wydarzyło się jutro" i "Zagubiony w czasie"). Po drugie, szkoda, że nie dostałem na tacy wyników l...
Jako, że od kilku lat nie czuję się szczęśliwy, od czasu do czasu trochę myślę i czytam o tym, co to w zasadzie jest to "szczęście" i jak to osiągnąć. Wielu ludzi ma wiele ciekawych rad i obserwacji, jest nawet cały instytut co to bada. Pewnie wiele z tego co tu przeczytacie wyda się Wam oczywiste, tak jak i mi się teraz wydaje - natomiast zupełnie takim nie było dla mnie wcześniej i dopiero teraz złożyło mi się w spójny obraz. Chciałbym się z Wami podzielić pewną perspektywą, do której doszedłem myśląc nad uczuciem szczęściem od zupełnie innej strony: Dlaczego projektując robota chciałbym mu dodać możliwość uśmiechania się do innych? Skąd w ogóle pomysł by atakować problem z takiego kąta? Ano, mocno wierzę, że mechanizmy, które widzimy u ludzi do czegoś służą - są wynikiem ewolucji czy cywilizacji i musiały się do czegoś przydać skoro przetrwały i są powszechne. Mimo, że ewolucja jest głupim i ślepym inżynierem, to jednak może da się zreverse-engineerować "do czego...
Mój przyjaciel, dr Paweł Prociów, zaproponował dzisiaj taki oto pomysł na startup: ubezpieczenie od kontroli biletów. Pasażer wykupuje abonament i nie kupuje biletu, a ewentualne kary płaci za niego ubezpieczyciel. Pytanie czy mogłoby ono być tańsze od biletu i czy MPK mogłoby się opłacać nie walczyć z tym startupem? Pierwsze pytanie wydaje mi się równoważne pytaniu, czy może być tak, że wartość oczekiwana kary przy jechaniu na gapę jest niższa niż cena biletu. (Przez "może być", mam na myśli długotrwałą i opłacalną strategię cenową ze strony MPK) Drugie pytanie wydaje mi się jeszcze bardziej skomplikowane. Zacznijmy więc od czegoś prostszego: jak w zasadzie MPK powinno ustalać cennik, regulamin i liczbę kontroli? Ten post jest długi i nie dochodzę w nim do odpowiedzi, bo się na tym nie znam i dopiero uczę. Ten post to raczej zapis moich przemyśleń i gorące zaproszenie do dyskusji, z której mam nadzieję się wiele nauczyć. Zakładam, że pewne rzeczy są niezmienne: ...