Posty

"Wy, którzy mówicie językami, wciąż kłamiecie…"

Tytuł to piękny cytat z sagi o Enderze, wygłoszony w trakcie międzygatunkowej rozmowy, ganiący ludzi, przypominając im, że każda wypowiedź ubrana w słowa, jest tylko przybliżeniem prawdy. Wypowiadające tę kwestię "drzewo", nie miało tego problemu rozmawiając telepatycznie z innymi drzewami, bo w zasadzie współdzieliło z nimi stan wiedzy, wraz ze wszystkimi fraktalnymi niuansami. Za to gadając z ludźmi musiało się niejako garbić do ich poziomu i wciąż domyślać o co im w zasadzie chodzi. Jestem po lekturze dwóch pierwszych książek tego samego autora (Orsona Scotta Carda) ale z innego cyklu: "Tropiciel" i "Ruiny". Jednym z fundamentalnych problemów jakie są tam poruszane jest kwestia prawdomówności między maszyną (androidy zwane, zapewne dla ciągłego przypominania im i sobie gdzie ich miejsce, "zbędnymi") a ludźmi (na potrzeby tego wpisu myślmy o takich ludziach jak my). Otóż, zbędni, wielokrotnie dają do zrozumienia, że powiedzenie prawdy uży...

Oferta pracy

Edit: żeby było jasne, opisywane poniżej wydarzenia są fikcyjne, nie mają żadnego związku z moim obecnym czy byłym pracodawcą a jedynie służą jako analogia do czegoś o czym piszę pod koniec wpisu, więc o ile nie masz zamiaru czytać do końca, to nie wyciągaj proszę pochopnych wniosków. Będąc Polakiem na pewno znasz ten obrazek - jeśli nie z autopsji, to od znajomych. Szef, który doszedł do tego co ma nieznanymi do końca metodami, zatrudniający studentów i osoby z kredytami, łudzący ich nadzieją, że kiedyś na pewno pojawi się kasa. Nazwijmy go "Janusz". Oczywiście dokładna strategia, ani nawet taktyka na najbliższy kwartał nie są znane. "Pionowa" komunikacja w firmie, i tak szczątkowa, ma zazwyczaj formę "top to bottom", tj. typowe command&control. (Swego czasu by rozładować napięcia wystawiono skrzynki na opinie zwrotne od pracowników, ale ich opróżnianiem zajmuje się do dziś sprzątaczka). Nie zmienia to faktu, że można dostać po łapach za nie ...

Prawdziwy

Obraz
Oglądając 58 sekundę poniżeszego filmu naszła mnie myśl - o kurde, to wygląda jak tkanka! Jesteśmy nic nieznaczącymi mikrobami w ciele jakiegoś monstrum, którego motywów i działań nigdy nie poznamy ani nawet nie dożyjemy tak powolne, wielkie i skomplikowane jest. A potem : może faktycznie jest tak, jak sugerowano już wiele razy, że wszechświat jest niczym radziecka zabawka matrioszka: małe kręcące się w koło kulki tworzą większe kręcące się w koło kulki : kwarki, elektrony, atomy, cząsteczki, planety, układy, galaktyki... może tak jest już w nieskończoność? I może w drugą stronę także? Może kiedyś, dysponując odpowiednio czułym "mikroskopem" zobaczymy na powierzchni kwarków jakieś małe ludziki? I wtedy pomyślałem: no nie, to by było idiotyczne. Jak małe to proste, więc nie mogą to być ludziki. Tak oto doszedłem do znacznie bardziej męczącej mnie teraz myśli: ludzie racjonalni (do których staram się zaliczać), często (chyba?) myślą o sobie (a przynajmniej chcą tak o sobi...

Instytut do spraw symulacji

Zakładam, że znacie argument za tym, że żyjemy w symulacji . W SF napotykam na różne warianty symulacji: w Incepcji zarówno ludzie byli z krwi i kości jak i ich symulacje tworzone były przez mózgi. W Matrixie ludzie byli prawdziwi, ale świat był sztuczny. Ale najciekawszy i najbardziej "prawdopodobny" jest wariant, w którym zarówno świat jak i jego mieszkańcy są symulacją. Ta wizja urzeka mnie na wiele sposobów: godzi np. istnienie stwórcy z nauką (bóg jako student programujący symulację na zaliczenie), nadaje interpretacje mitom o bogach, którzy stworzyli nas na swoje podobieństwo, o wolnej, ale ograniczonej woli, a nawet o tym, że świat stoi na żółwiu, który stoi na słoniach, które stoją na ... (symulacja w symulacji, w symulacji) - takie nieskończone hierarchie nawet jeśli wydają się niemożliwe z naszego punktu widzenia, mogą wydawać się sensowne komuś poziom wyżej. Wyjaśniają też, co może oznaczać, że "stwórca jest poza czasem i przestrzenią", oraz co mogą ozna...

Kim Śnię?

Zrodziła mi się w głowie wczoraj pewna koncepcja, którą chciałbym Wam przedstawić. Nie jest to jednak coś co umiem udowodnić czy w pełni wyjaśnić, więc jeśli czytać będziecie ten wpis z nastawieniem "na nie", to zapewne nie będziecie mieli żadnej frajdy. Jeśli jednak macie nastrój na zanurzenie się w cudzej fantazji i umysł otwarty na analogie, aluzje i hipotezy, to poniżej przedstawiam listę skojarzeń, które wszystkie kręcą się w około centralnej idei, którą podsumowałbym tak : spanie i sen są softwareową naroślą, odpowiednikiem ślepej kiszki, może nawet wirusem. Czasem zauważam u innych ludzi, że robią coś bez sensu, jakby z nawyku i bez refleksji. Czasem u samego siebie. Sceptyczna postawa każe mi w takiej sytuacji zadać pytanie: ale po co? Jeśli nie znajduje sensownego uzasadnienia, próbuję przestać. Jak nazywamy takie coś co robimy, mimo, że nie wiemy po co? Przesąd? Nawyk? Jest jedna rzecz, którą wszyscy robimy a nie umiemy powiedzieć po co, a mimo to, wszyscy omija...

Technologie dla partyzantów

USA ma DARPA - wojskową agencję technologiczną, która między innymi wynalazła internet jako sposób na zdecentralizowany sposób wymiany informacji na wypadek wojny atomowej. Jeśli Polska też ma taką instytucję i jeśli faktycznie najskuteczniejszą formą obrony w wykonaniu Polaków jest partyzantka, to mam nadzieję, że ta nasza organizacja pracuje nad mechanizmami wspierającymi partyzantów. Jak sobie wyobrażam takie technologie? Jako informatyk, a może dlatego, że Babcia pomagała drukować i kolportować ulotki, stawiam przede wszystkim na wymianę informacji. Nie wyobrażam sobie jak można by utrzymywać podziemie, podejmować akcje dywersyjne itd bez wymiany informacji. Oprócz tego istotny jest też eksport informacji poza kraj - docieranie z przekazem do zagranicznych mediów, czy władz. Nie jestem administratorem, ale rozumiem, że obecnie większość rozwiązań komunikacyjnych bazuje na internecie. Jak pokazał Snowden, ma to swoje wady - zwłaszcza gdy ktoś zły kontroluje firewalle na granic...

Tuiteraz

Dotarło dziś do mnie coś co pewnie jest oczywiste dla ludzi wschodu, ale dla mnie wychowanego na chrześcijaństwie i grach video nie było jasne. Miałem zawsze takie przeświadczenie, że "życie chwilą" to głupi pomysł, bo przecież przeszłość i przyszłość też mają wartość. Traktowałem życie jako jakieś takie dzieło, księgę, którą zapisujemy dzień po dniu, której wartość ocenić można tylko jako całość. Po drodze zdobywamy jakieś punkty, mamy tylko jedno życie, a gdzieś tam prowadzony jest jakiś ranking. Sporo problemów miałem z konceptem punktacji, w obliczu zmieniających się w czasie wartości: np. to że jem właśnie pizzę (x) jest dla mnie obecnie warte sporo punktów f(now,x)=dużo, ale już za rok nie będzie warte nic f(now+year,x)=0, bo nie będę tego pamiętał, wczoraj mogłem się tylko tego domyślać E[f(now-day,x)]= ?, jutro będzie warte połowę tego f(now+day,x)=f(now,x)/2, a pojutrze być może nawet będzie gorzkim wspomnieniem f(now+2*day,x) Wspominanie to czynność, która wy...