Posty

Dowód probabilistyczny

Do napisania tego postu zmusiła mnie refleksja po ostatnim wyjeździe z przyjaciółmi, że nawet wśród moich inteligentnych i zdolnych przyjaciół, z tytułami inżynierów, magistrów a czasem doktorów, ciężko jest mi znaleźć zrozumienie gdy mówię, że coś udowodniono eksperymentalnie. Konkretnym przykładem jaki nas poróżnił było hipotetyczne badanie leku na dwóch grupach po 1000 osób: jedna grupa przyjmowała lek i 800 osobom się polepszyło, druga nie przyjmowała i polepszyło się 500 osobom. Badani nie wiedzieli do której grupy należą. Moja teza była taka, że takie badanie dowodzi skuteczności leku. Myślę, że żyłem do tej pory w dość hermetycznym środowisku studentów II UWr i przez to miałem spaczone pojęcie na temat tego co dla innych osób jest oczywiste a co nie. Gdzieś tam podświadomie czułem, że przeciętna osoba może nie znać nierówności Chernoffa, ale miałem zawsze przekonanie, że każdy intuicyjnie ją czuje. Teraz wiem już, że nawet kwiat polskiej inteligencji ma z tym problemy, wię...

Aktualizacja Firmawareu

Jeśli ludzkie ciało to hardware, myśli i umysł to software, to jest jeszcze coś, co wie kiedy zwiększyć tętno, wie kiedy przeć, co krzyczeć i jak rozglądać się po pokoju - firmware. Możemy iść na siłkę, wszczepiać protezy, zęby z bluetoothem i wciągać białko - to jest rozwój hardwareu. Możemy czytać, dyskutować, uczyć się, opowiadać, zwiedzać, trenować układy do baletu - to jest software. To co mnie ostatnio zastanowiło, to czy jest jakieś pole do popisu w kwestii firmwareu. Wiemy o całej masie błędów w hardwarze i softwarze: ślepe kiszki, uprzedzenia, błędne decyzje ekonomiczne, itd. Presja selekcyjna słabnie, a nawet gdy była silna, to nie była w stanie wyskoczyć poza lokalne optima. Do tego potrzebny jest prawdziwy "inteligent design" taki z użyciem pomyślunku, algorytmów i optymalizacji. Poprawić możnaby pewnie było kwestie gospodarki hormonalnej, enzymów i ogólnie "chemii". Wiele z tego co dzieje się w naszym ciele, traktujemy trochę jak magię i nie p...

Byle do 2050

Ponoć w 2050 moc obliczeniowa ma być wystarczająca by móc żyć w wirtualnym świecie. Załóżmy że to prawda: że da się skopiować cały "mentalny stan" mojej głowy, wprowadzić go do "komputera" gdzie czekać na niego będzie równie akuratnie odwzorowany świat. Najsensowniejszą strategią wydaje się więc dbać o siebie byleby dotrwać do tej daty i zakumulować wystarczająco dużo kasy/władzy by być wśród kolonizatorów tego świata. Im bardziej prawdopodobny ten scenariusz, tym ważniejsze znalezienie sensownych odpowiedzi na ważne pytania: jeśli będzie do wyboru kilka konkurencyjnych światów, to wg jakich kryteriów wybrać odpowiedni dla siebie. Rzecz jasna nie da rady zrobić tak by zawsze cała rodzina była na jednym "serwerze", bo przecież "relacja rodzinna" jest najpewniej spójna, więc wszyscy ludzie musieliby wybrać jednego providera (idą święta, więc kto jest po ślubie wie, jakie rodzinne kompromisy się z tym wiążą). Zatem jakieś małżeństwo lub dziecko zo...

Alternatywne zakończenia

Dawno nie pisałem nic, za to dziś parę luźno powiązanych wymysłów. Odkąd przeczytałem simulation argument parę pomysłów kotłuje mi się w głowie. Paradoksalnie ta bardzo naukowa argumentacja wzmacnia zamiast osłabiać moje "religijne" odczucia. Przykładowo, łatwo nie wierzyć w religię, która postuluje istnienie Boga w tej samej rzeczywistości ("prawach fizyki"), której doświadczamy. Gniewniego, podobnego do nas, uwikłanego w naszą historię, logikę, cielesność. Ale sprawa robi się ciekawsza, jeśli dopuścić, że istnieje coś "na zewnątrz" naszego wszechświata. I że tam na zewnątrz wszystko może się rządzić zupełnie innymi prawami. W takim ujęciu "istnienie Boga poza czasem i przestrzenią" nabiera realnego sensu. Co więcej w zasadzie "wszystko" wtedy może teoretycznie "mieć sens" pod warunkiem że oceniamy sensowność wg logiki "na zewnątrz", bo cholera wie jaka tam panuje logika. Pytanie czy ta taka teoria ma jakie...

Oczekiwania > Rozczarowanie > Rozżalenie

Wierzę, że obowiązkiem inteligentnej osoby jest przyjrzeć się samemu sobie ilekroć robi się coś, co nie jest rozsądne, zgłębić przyczyny takiej postawy i spróbować wypracować plan poprawy. Wierzę też, że taka wiwisekcja nie należy do obowiązków innych osób, więc zrozumiem, jeśli nie chcesz tego czytać:) Od kilku lat uważałem siebie za osobę pewną siebie. Zwrot "pewny siebie" można rozumieć na kilka sposobów. Jeden to taki, że prócz argumentów ugruntowanych w faktach (wiedzy i doświadczeniu), w dyskusji z innymi czujesz z tyłu głowy dodatkowe wsparcie mniej materialnego, niewysłowionego argumentu, "bo tak". Coś jakby być autorytetem dla samego siebie, na którego świadomie lub nieświadomie się powołujesz. Tego typu pewności siebie nigdy nie lubiłem, choć na pewno ją nieraz zaprezentowałem, z czego nie jestem dumny. Ma ona tę jedną zaletę, że popycha nas o jeden krok dalej niż zaszlibyśmy używając tylko rozsądku, co w mojej opinii częściej prowadzi w górę ni...

Next big thing

Jak się czyta takie rzeczy to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nie tylko ja czuję, że "robienie gier we flashu" czy udowadnianie, że "logika z dwiema zmiennymi może cośtam", to nie to co powinni robić młodzi zdolni ludzie. Wydaje mi się, że oprócz nieśmiertelności, kolejnym ważnym kierunkiem jest eksploatacja asteroid. Pewnie dlatego, że się na tym nie znam. W sumie to nie wiem w czym łatwiejsze miałoby być wydobywanie minerałów z asteroid od kopania dalej w Ziemi, czy pod oceanem. Domyślam się, że do zalet należy głównie to, że jest tego dużo i że nie należy do nikogo. Czyli sytuacja przypomina nieco kolonizację Ameryki: kto pierwszy wbije słupki ogradzające działkę, ten wygrywa. Nawet lepiej, bo w kosmosie nie ma Indian. Pewnie pierwsze loty będą kosztowne, ale z czasem zaczną się opłacać, a wtedy zacznie się "wykładniczy" boom: im więcej nazbierasz surowców tym bardziej stać cię na zrobienie kolejnych lotów itd. To co mnie w tym wszystkim ciek...

opensource religion

Dopiero zaczynam, ale już wiem, że to będzie długi post (nie, nie 40dniowy), bo będzie zlepkiem wielu pozornie niepołączonych myśli i obserwacji, które tak naprawdę wszystkie łączą się w kulminacyjnej refleksji do jakiej doszedłem wczoraj .. so bear with me (niedzwiedzie, za mną!). Wielkanoc, święto o odrodzeniu, o regeneracji, o możliwości zaczęcia na nowo, o nadziei na życie wieczne. Obecne w kulturach różnych religii i wierzeń, bo wiosna była odkąd ludzie pamiętają. Chociaż jak się wyjrzy dziś za okno, to nie jestem taki pewien. Potrzebne, bo ludzie chcą drugiej szansy, chcą się odciąć i zacząć raz jeszcze - zasługują na to, bo życie jest jedno, więc warto je podzielić na mniejsze, by zdywersyfikować ryzyko porażki. Jak ładnie to ujęto w jednej z najlepszych odpowiedzi na pytanie "co każdy powinien wiedzieć o życiu?" : umżesz. Jeśli jesteś zaskoczony tą odpowiedzią, to poświęć proszę parędziesiąt sekund na refleksję nad tym czemu zaskoczyła Cię ta odpowiedź. Dlaczeg...