Posty

long time;//no C

Wiedziałem, że zaniedbałem bloga, ale nie byłem świadomy, że to już prawie rok. Trochę się w tym roku działo. Własna firma pochłonęła sporo czasu i energii, a kreatywność poszła w architekturę i kod a nie bloga. Jeśli kogoś to ciekawi, to męczę obecnie takie projekty: ZnaszMnie? aplikacja (obecnie na NK) pozwalająca Ci ułożyć quiz o sobie i rozesłać go przyjaciołom Oblep! bookmarklet (aplikacja mieszcząca się w przycisku który przeciągasz do paska zakładek) pozwalający dolepić do dowolnej strony jaką oglądasz wąsy, dymek, strzałkę, czy komentarz Puzzles Vanisoft crowdsourcingowe podejście do rekonstrukcji dokumentów, które przeszły przez niszczarkę na konkurs ogłoszony przez DARPA Nie pamiętam o czym myślałem w ciągu tego roku, ale kilkoma przemyśleniami chciałbym się podzielić. Ludzie wydają mi się nie przystosowani do niczego. Wydaje mi się, że my nie tyle opalamy się latem, co bielejemy zimą. Nastawienie na konsumpcję wśród młodego pokolenia to nie tyle efekt Ameryki,...

Ocenianie

to tylko zalążek artykułu, pomóż mi go pisać:D Pewnie jak zwykle zawiodły moje google-skile, ale nie mogę znaleźć odpowiedzi na dość podstawowy wydawałoby się w nauczaniu problem. Mając wyniki n studentów dla testu z m zadaniami, jak należy dobrać wagi dla poszczególnych zadań, aby wyniki testu najlepiej odpowiadały umiejętnościom studentów? Oczywiście wymyślanie kryteriów oceny po fakcie, brzmi niepokojąco, ale wierzę, że jeśli zrobi się to "obiektywnie" i uzyskane kryterium będzie monotoniczną funkcją umiejętności studenta, to nikt nie powinien protestować. Na pewno nikt nie powinien protestować, gdy wagi znane są przed egzaminem i z reguły są, ale nawet wtedy ocenianie pojedynczego zadania, wycenionego na dajmy na to 10pkt i tak nastręcza podobnych zmartwień, gdy uświadomimy sobie, że w istocie składa się ono z pięciu podpunktów i nie zostało ustalone ze studentami ile powinny one być warte. Dość popularną intuicją jest: im mniej osób zrobiło zadanie, tym większą powin...

koewolucje

Mam nadzieję, że nikogo nie obrażę zbyt dosłownym podsumowaniem moich wcześniejszych postów, ale chciałbym by parę rzeczy było jasne. Każda moja wypowiedź X powinna być umieszczona w kontekście "Moim skromnym zdaniem, w oparciu o to co wydaje mi się, że obserwuję, na chwilę obecną wydaje mi się, że nie umiem szybko znaleźć kontrargumentu na dość intrygującą dla mnie myśl, że X". W szczególności, byłbym głupi nie dopuszczając możliwości, że moje założenia były błędne, czy, że jutro nie zmienię zdania. (MSZwOoTCWMSŻOnCOWMSŻnUSZKnDINdMM,ż) uważam, że trzeba umieć zmieniać zdanie, gdy zmieniają się dane wejściowe, lub gdy udowodniono Ci błąd -- ale nie częściej, bo nie chodzi o oportunizm, tylko o to by zawsze mieć rację. Bardzo wygodne. Odsłonięcie się i przyznanie do błędu, jest często trudne tuż przed, ale daje wrażenie niesamowicie prostego rozwiązania tuż po. Miało być o ewolucji, tej od samolubnych genów i memów. Tej od wszystkiego, co się niezbyt dokładnie replikuje i po...

co się stało z naszą klasą i dlaczego nic

Po lekturze wywiadu z Jerzym Marcinkowskim, dwóch semestrach nauczania w grupach zaawansowanych pierwszego roku w instytucie i tyluż na kółku olimpijskim w III LO, rozmowie z mamą i paru chwilach autorefleksji, stwierdzam, że młodzież wcale nie jest co raz głupsza, natomiast cały system oświaty jest zupełnie zacofany. Słysząc "zacofany system oświaty", wielu pewnie ma przed oczami przestarzałe komputery w sali od informatyki, albo książki z czarno-białymi ilustracjami -- mi zupełnie nie chodzi o to. W ramach wprowadzenia w mój światopogląd zacznę od autorefleksji. Pamiętam, jak niejednokrotnie w podstawówce od "doświadczonych" nauczycielek słyszało się gderanie, że za ich czasów nie było kalkulatorów i że nie do pomyślenia było, żeby ktoś nie znał tabliczki mnożenia. Użyłem słowa "gderanie", mimo, że dziś wiem, że chciały one naszego dobra i martwiły się o naszą przyszłość, aby lepiej oddać sposób w jaki postrzegałem te wypowiedzi wtedy. To bardzo ważne...

Wybory

Nie znam się na polityce, ale od strony algorytmicznej wydaje mi się, że procedura wyborów jest nieprzemyślana. Sytuację najchętniej zamodelowałbym tak: każdy obywatel posiada jakąś listę preferencji, tj. potrafi uszeregować kandydatów od najfajniejszego do najgorszego. Celem jest wybranie na prezydenta takiego kandydata, aby ludzie byli jak najbardziej zadowoleni. Jak mierzyć zadowolenie? O ile rozumiem panujący ustrój, to polega on na tym, że wybrany zostaje ten kandydat X, którego najwięcej ludzi ma na początku listy preferencji (chyba, że jest kilku kandydatów którzy przekroczą jakiś tam próg, wtedy jest między nimi dogrywka, ale to na razie olejmy). System ten jednak ma poważną wadę, uświadomienie sobie której powoduje, że niektóre osoby zamiast oddawać głos na osobę, która jest na czele ich listy preferencji, głosują na jakąś inną, aby skompensować tę wadę. Co prowadzi do wypaczenia systemu a co za tym idzie być może kolejnych prób kompensacji itd. Wada polega na tym, że jeśl...

Puzzled

Najpewniej w obawie bym z żoną nie poszedł w ślady siostry, mama podarowała mi na Mikołaja pucle. Jak wiadomo układanie zaczyna się od ramki, bo obwód jest bytem o jeden wymiar chudszym niż wnętrze. Podczas, gdy małżonka zajęła się najbardziej interesującą ją częścią obrazka, a więc przyziemną, ja postanowiłem pobujać w obłokach. Niestety, górna połówka ramki, a więc około 75 klocków było bezchmurne. Mając więc przed sobą kupkę 75 identycznie w pełni niebieskich klocków z jednym płaskim brzegiem oraz dwa takież narożniki postanowiłem podejść do sprawy systematycznie. Nie wiem czy znacie to uczucie: wiecie, że jedyny słuszny sposób zrobienia czegoś to postępować zgodnie z algorytmem X, ale czujecie się jakoś tak nieswojo na myśl, że będąc istotą ludzką mielibyście coś zrobić zgodnie ze schematem. Przykładowo: czy widząc leżące na podłodze wyprane skarpetki próbowaliście użyć algorytmu maxflow by połączyć je w pary? Albo czy zdarzyło Wam się karty na ręce posortować radixem? No więc j...

Piramidalna bzdura

Wiec oto jestes w podziemnym korytarzu, nie wiesz na ile starczy Ci jeszcze pochodnia, ani czy znajdziesz wyjscie. Ba, nie wiesz nawet czy jest jakies wyjscie, ale zauroczony nasciennymi malowidlami i znalezionymi skarbami wolasz do swoich czekajacych na zewnatrz towarzyszy : tutaj! wchodzcie! Miliardy ludzi uczestniczy w najwiekszym Argentynskim Systemie. Wciaga kolejnych graczy, choc nie rozumieja regul zabawy i nie domyslaja sie jej konca. Naiwnie i beztrosko wnioskuja na podstawie chwilowej Hossy, ze czynia dobrze dzielac sie okazja z innymi. System skonstruowany jest logicznie i przebiegle. Umozliwia Ci wprowadzenie do zabawy kolejnej osoby dokladnie wtedy, gdy wydaje Ci sie, ze oplywasz w zdrowie i dostatek. Jestes mlody, zdrowy, ustatkowany i dobrze zarabiasz. Idealny moment by sie rozmnozyc. A potem przychodzi starosc, choroby, zwatpienie w sens zycia, lek przed smiercia, osamotnieniem, zapomnieniem i nedza. Jest juz za pozno by odwolac sprowadzonych do gry towarzyszy,...