Posty

co się stało z naszą klasą i dlaczego nic

Po lekturze wywiadu z Jerzym Marcinkowskim, dwóch semestrach nauczania w grupach zaawansowanych pierwszego roku w instytucie i tyluż na kółku olimpijskim w III LO, rozmowie z mamą i paru chwilach autorefleksji, stwierdzam, że młodzież wcale nie jest co raz głupsza, natomiast cały system oświaty jest zupełnie zacofany. Słysząc "zacofany system oświaty", wielu pewnie ma przed oczami przestarzałe komputery w sali od informatyki, albo książki z czarno-białymi ilustracjami -- mi zupełnie nie chodzi o to. W ramach wprowadzenia w mój światopogląd zacznę od autorefleksji. Pamiętam, jak niejednokrotnie w podstawówce od "doświadczonych" nauczycielek słyszało się gderanie, że za ich czasów nie było kalkulatorów i że nie do pomyślenia było, żeby ktoś nie znał tabliczki mnożenia. Użyłem słowa "gderanie", mimo, że dziś wiem, że chciały one naszego dobra i martwiły się o naszą przyszłość, aby lepiej oddać sposób w jaki postrzegałem te wypowiedzi wtedy. To bardzo ważne...

Wybory

Nie znam się na polityce, ale od strony algorytmicznej wydaje mi się, że procedura wyborów jest nieprzemyślana. Sytuację najchętniej zamodelowałbym tak: każdy obywatel posiada jakąś listę preferencji, tj. potrafi uszeregować kandydatów od najfajniejszego do najgorszego. Celem jest wybranie na prezydenta takiego kandydata, aby ludzie byli jak najbardziej zadowoleni. Jak mierzyć zadowolenie? O ile rozumiem panujący ustrój, to polega on na tym, że wybrany zostaje ten kandydat X, którego najwięcej ludzi ma na początku listy preferencji (chyba, że jest kilku kandydatów którzy przekroczą jakiś tam próg, wtedy jest między nimi dogrywka, ale to na razie olejmy). System ten jednak ma poważną wadę, uświadomienie sobie której powoduje, że niektóre osoby zamiast oddawać głos na osobę, która jest na czele ich listy preferencji, głosują na jakąś inną, aby skompensować tę wadę. Co prowadzi do wypaczenia systemu a co za tym idzie być może kolejnych prób kompensacji itd. Wada polega na tym, że jeśl...

Puzzled

Najpewniej w obawie bym z żoną nie poszedł w ślady siostry, mama podarowała mi na Mikołaja pucle. Jak wiadomo układanie zaczyna się od ramki, bo obwód jest bytem o jeden wymiar chudszym niż wnętrze. Podczas, gdy małżonka zajęła się najbardziej interesującą ją częścią obrazka, a więc przyziemną, ja postanowiłem pobujać w obłokach. Niestety, górna połówka ramki, a więc około 75 klocków było bezchmurne. Mając więc przed sobą kupkę 75 identycznie w pełni niebieskich klocków z jednym płaskim brzegiem oraz dwa takież narożniki postanowiłem podejść do sprawy systematycznie. Nie wiem czy znacie to uczucie: wiecie, że jedyny słuszny sposób zrobienia czegoś to postępować zgodnie z algorytmem X, ale czujecie się jakoś tak nieswojo na myśl, że będąc istotą ludzką mielibyście coś zrobić zgodnie ze schematem. Przykładowo: czy widząc leżące na podłodze wyprane skarpetki próbowaliście użyć algorytmu maxflow by połączyć je w pary? Albo czy zdarzyło Wam się karty na ręce posortować radixem? No więc j...

Piramidalna bzdura

Wiec oto jestes w podziemnym korytarzu, nie wiesz na ile starczy Ci jeszcze pochodnia, ani czy znajdziesz wyjscie. Ba, nie wiesz nawet czy jest jakies wyjscie, ale zauroczony nasciennymi malowidlami i znalezionymi skarbami wolasz do swoich czekajacych na zewnatrz towarzyszy : tutaj! wchodzcie! Miliardy ludzi uczestniczy w najwiekszym Argentynskim Systemie. Wciaga kolejnych graczy, choc nie rozumieja regul zabawy i nie domyslaja sie jej konca. Naiwnie i beztrosko wnioskuja na podstawie chwilowej Hossy, ze czynia dobrze dzielac sie okazja z innymi. System skonstruowany jest logicznie i przebiegle. Umozliwia Ci wprowadzenie do zabawy kolejnej osoby dokladnie wtedy, gdy wydaje Ci sie, ze oplywasz w zdrowie i dostatek. Jestes mlody, zdrowy, ustatkowany i dobrze zarabiasz. Idealny moment by sie rozmnozyc. A potem przychodzi starosc, choroby, zwatpienie w sens zycia, lek przed smiercia, osamotnieniem, zapomnieniem i nedza. Jest juz za pozno by odwolac sprowadzonych do gry towarzyszy,...

Napad na bank

Potrzebowalem z rana pieniedzy, wiec skorzystalem z bankomatu Innego Banku, ktory mam po drodze, a ten zezarl mi karte. Bylo to raptem tydzien po tym jak ja otrzymalem, domyslalem sie wiec, ze problem moze polegac na tym, ze jeszcze jej nie aktywowalem, albo informacja nie zostala rozpropagowana do innych bankow. Poprosilem wiec pracownice Innego Banku, aby mi oddala moja karte po dobroci, bo to przeciez moja karta a nie ich. Na szczescie pracownica owego Innego Banku, poinformowala mnie, ze nie mam sie co denerwowac, bo jak bankomat mowi, ze karta niewazna, to ma racje i ze teraz powiniennem zadzwonic do Mojego Banku. Odrzeklem, iz wiem, ze powiniennem, i ze bankomat sam juz mi to powiedzial, ze mam to zrobic, aby odzyskac karte. Pani sprostowala mnie jednak szybko -- mam zadzwonic do Mojego Banku, ale w innym celu : mam zablokowac karte. Troche zdziwiony i zaskoczony, musialem skorzystac z podpowiedzi i wyjasnienia, ktorego od razu mi udzielono -- wszak Inny Bank, slynie z zyczliwej...

Otchlan

Jedna z glownych przeszkod w podrozy do tych kosmicznie odleglych zakatkow kosmosu, jest nuda i samotnosc. O ile ochotnikow, ktorzy nie maja nic do stracenia na pewno nie brak, o tyle nie wiem czy etycznie ok jest pozwalac im decydowac w imieniu ich dzieci i wnukow, ktore pewnie takze rodzilyby sie i dorastaly w samotnosci. Zabranie na statek kilku tysiecy osob, byc moze rozwiazaloby czesciowo ten problem, nie mniej wczesniej czy pozniej prowadziloby chyba do jakis patologii, typowych dla malych zamknietych spolecznosci. Wydaje mi sie, ze to ze dostrzegamy w tym powazny problem jest przejsciowe. Jak bylem maly (zapewne dlatego, ze bylem maly, a nie dlatego, ze bylo to dawno), wyjazd na 14dniowe wakacje wydawal mi sie czyms strasznym. Na studiach, 3miesieczny staz wydawal mi sie zeslaniem nie majacym konca. Nie mniej pewien istotny szczegol (oprocz zarostu) pojawil sie w miedzy czasie. Zmienil sie nieco model kontaktow miedzyludzkich: GSM, internet, komunikatory, skype. Jakkolwiek j...

Slepa kiszka

O ile koncepcje kreacjonistyczne trudno udowodnic, o tyle byc moze latwo jest obalic ewolucjonizm? Jesli nauka stara sie wyjasnic, ze wszystko ma sens, to byc moze najprostszym sposobem na udowodnienie, ze Bog istnieje jest wskazywanie bezsensow w Stworzonym swiecie? Czesto zastanawialem sie po co czlowiekowi bol i czemu tak cholernie boli. Doszedlem do wniosku, ze jakas forma monitoringu musi istniec w kazdym pozadnym systemie i ze informacje o bledach powinny przykuwac uwage administratorow. Powinny wrecz byc nie do zignorowania. Powinny byc natretne i wymagac natychmiastowej reakcji. Byc moze jedynym efektem jakie neurony potrafia nam zafundowac spelniajacym powyzsze wymogi jest wlasnie tzw. bol. Ostatnio narzeczona podsunela mi inny ewolucyjny dziwolag. OK, umiesz wyjasnic po co nam bol. Wyjasnij po co nam smutek . Powiem szczerze, ze nie umiem. Nie wiem, czemu pies, gdy mama wyjezdza, nie chcial jesc i lezal calymi dniami bez merdania ogonem. Do czego to sluzy? Na pewno latw...